Rafał Ulatowski: - Sami jesteśmy sobie winni, że nie wygraliśmy tego meczu

- Targają nami wszystkimi w Wielkopolsce emocje, bo nie ukrywam, że kiedy objęliśmy zespół na dwa mecze, zawsze w duszy sportowca i w duszy trenera jest to, że chce zdobyć pełną pulę i tak było z nami. Liczyliśmy na to, że w tych dwóch ostatnich meczach zdobędziemy sześć punktów, a przy szczęściu na innych boiskach, będziemy mecz z Legią grać przy Bułgarskiej o mistrzostwo Polski - mówił po spotkaniu w Krakowie, trener Lecha Poznań, Rafał Ulatowski.
Dla poznaniaków remis w potyczce z "Białą Gwiazdą" oznacza, że zespół ten zakończy sezon na zaledwie trzecim miejscu w tabeli.
- Na pewno był to mecz, który będziemy pamiętać do końca życia, ze względu na emocje w końcówce. Nieczęsto zdarza się, aby mecz był przerwany w środku drugiej połowy z przyczyn pirotechnicznych, później sędzia dolicza osiem minut i w efekcie w dziewiątej straciliśmy bramkę na remis. W związku z tym, mój humor jest taki, a nie inny. Jestem bardzo rozczarowany wynikiem, natomiast nie jestem rozczarowany, a wprost przeciwnie - jestem podbudowany tym jak zespół, po tych 48 godzinach, które mieliśmy ze sztabem, prezentował się w niektórych momentach tego meczu. Druga połowa była taką, w której szybko zdobyliśmy bramkę, a Darko Jevtić trafił jeszcze piłką w słupek, więc była sytuacja na 2-0. Wcześniej Christian Gytkjær trafił także w poprzeczkę, więc nie możemy powiedzieć, że przeszliśmy obok meczu. Byliśmy zespołem, który przyjechał do godnego i trudnego rywala, chciał grać, chciał wygrać i od pierwszej minuty można było to zobaczyć na boisku. To był cel naszego nowego sztabu. Chcieliśmy wyzwolić w chłopakach taką piłkarską sportową agresję, ale okazało się, że nie tylko ta piłkarska agresja została wyzwolona, ale także inna, taka niekoniecznie, która przynosi nam chlubę, w końcówce meczu - dodał trener Lecha.
- Jeśli nie byłoby tego wbiegnięcia zawodników na boisko, to nie byłoby tego dodatkowego doliczonego czasu gry - przyznał także mocno rozczarowany końcówką spotkania Ulatowski.
- Sami jesteśmy sobie winni, że nie wygraliśmy tego meczu. Nie mam do nikogo pretensji, oprócz naszej własnej drużyny, bo nie potrafiliśmy w doliczonym czasie gry utrzymać prowadzenia, mimo że Wisła może i "szumiała", bo może fajnie wyglądało to z trybun, ale nie stwarzała żadnych sytuacji, żebyśmy drżeli, albo żeby Matúš Putnocký musiał interweniować i popisywać się jakimiś super interwencjami. Dlatego też to bardzo boli, bo bardzo, ale to bardzo chcieliśmy wygrać. Nic tak nie buduje bowiem atmosfery w zespole, jak zwycięstwa oraz gdy to co mówi trener, przekłada się na punkty, a wracamy tylko z jednym i stąd ten niedosyt - mówił ponadto Ulatowski.
Redakcja
Tagi:
Zobacz także:
- « Rycerze wiosny. Legia wciąż na czele
- « Podsumowanie 36. kolejki LOTTO Ekstraklasy
- « Legenda Pawła Brożka! Wisła - Lech 1-1
- « Oceń grę wiślaków (i nie tylko) w meczu z Lechem
- Joan Carrillo: - Siła tkwi w drużynie »
- Statystyki meczu: Wisła - Lech »
- Marcin Wasilewski na dłużej w Wiśle! »
- Paweł Brożek: - Marzyłem o takim pożegnaniu »
Najczęściej czytane w ostatnim tygodniu:
- « Raport medyczny: Ángel Rodado
- « Podsumowanie 25. kolejki Betclic I Ligi
- « Skromna wygrana z beniaminkiem. Wisła - Kotwica 2-1
- « Sytuacja kadrowa Wisły przed meczem o Superpuchar Polski
- « Sytuacja kadrowa Wisły przed meczem z Kotwicą
- « Wisła gra z Kotwicą Kołobrzeg! Zapraszamy na relację tekstową live!